Blogi Muzeum Literatury
Media
Poczta i rutyna
Data dodania: 15 maja 2011

Procedury są istotą urzędniczego zajęcia; nie ma co kruszyć kopii w tej kwestii. Rzecz jest jasna jak słońce i tyle. Więcej trzeba powiedzieć: ustabilizowana proceduralność urzędu stanowi o jego jakości. Przewidywalność, klarowność i transparentność rozporządzeń oraz działań pracowników budzi zaufanie, bo ufundowana jest na swego rodzaju stabilności. Znamy to wszyscy z naszego codziennego doświadczenia.

I nasze Muzeum też jest swego rodzaju urzędem, choć, mam nadzieję, nie przypomina w żadnej mierze „Urzędu” Tadeusza Brezy. Ani też drzwi do naszej instytucji nie przypominają „Spiżowej bramy” tegoż autora. A nasze korytarze w żadnej mierze nie są podobne do tych, które opisał pewien żydowski pisarz, mieszkający w Pradze, a tworzący swe dzieła po niemiecku.

Rutyną zatem jest tzw. obrót dokumentów, te wszystkie czynności biurokratyczne. A jednak gdy nadchodzi poczta, z niejakim zainteresowaniem siadam do wertowania „Księgi Dokumentów” (jak ją nazywam). Co dziś w niej znajdę, kto do nas napisał, jaką niespodziankę (jeśli w ogóle) zaoferuje mi ta dziwaczna koperta?

I rozczarowania też są oczywiste i przewidywalne. Znów pismo w sprawie wypożyczenia muzealiów; list od dyrekcji Innego Muzeum, w którym widnieje zgoda na to, byśmy i my coś wypożyczyli na którąś z naszych wystaw; zamówienie na skany, które śle kolejna doktorantka chcąca wzbogacić swą dysertację o materiał ilustracyjny; zaproszenia na wernisaże, sesje, spotkania, pokazy w rozmaitych placówkach kulturalnych; Ważne Pisma od naszych Organizatorów; Rozporządzenia z wielu Poważnych Instytucji, które jakoś tam nadzorują, monitorują, kontrolują naszą pracę. Uff!

Rutyna spogląda z wielu tych wszystkich papierów, które przynosi codziennie listonosz. Ale każde przybycie listów, mimo to, wciąż budzi delikatną ekscytację. Bo w naturze poczty zawarta jest obietnica: czegoś nowego, niezwykłego, z dalekiego świata… Przesyłka pocztowa synonimizuje niespodziankę, chwilowe wyrwanie z rzeczywistości, odmienność. I nawet jak potem okazuje się, że przybyła kolejna porcja zrutynizowanych papierów, ta ułomna epifania spotkania z czymś Nowym oferuje urzędnikowi chwilę uwznioślenia. Takie to pocieszenie.


Komentarze
  • BJK 15 maja 2011

    Oj, obawiam się, że korytarze przypominają te opisane przez owego żydowskiego pisarza z Pragi. Wątek powraca w rozmowie z co drugą osobą, która przybywa do ML po raz pierwszy. No ale przecież wszystko zmieni remont 🙂

  • Dodaj komentarz:

    Copyright © 2010-2011 Muzeum Literatury