Blogi Muzeum Literatury
Media
Stanisław Barańczak
Data dodania: 26 grudnia 2014

O śmierci poety dowiedziałem się od dziennikarza PAP, który zadzwonił do mnie, przepraszając grzecznie, że w święta, z prośbą o komentarz.

Cóż tu jednak można rzec niebanalnego i niepretensjonalnego, bo zdaje się, że banał i pretensjonalność irytowała autora „Korekty twarzy” najbardziej?

Miałem okazję – choć dość powierzchownie – korespondować ze Stanisławem Barańczakiem, dawno, jakieś niemal 25 lat temu, gdy byłem początkującym poetą, a on kwalifikował moje wiersze do „Zeszytów Literackich”. Był życzliwym i uprzejmym człowiekiem, nawet mocne sądy krytyczne w relacji prywatnej były przez niego formułowane tak, że w żaden sposób nie można się było czuć dotkniętym czy obrażonym.

Podziwiałem go, jak wielu, a że jego talent przerastał wyobrażenie, w żaden sposób nie zazdrościłem mu. Zazdrościć można komuś, komu udało się coś lepiej niż tobie, ale ten sukces (cokolwiek to by było) wydawało się, że jest także w twoim zasięgu. Podziwiałem go także za pracowitość; przecież z powodu choroby właściwie zaprzestał pisania po wydaniu „Chirurgicznej precyzji” w roku 1998, kiedy miał raptem pięćdziesiąt dwa lata! To prawie tyle samo, ile ja mam w tej chwili – a choćby proste ilościowe porównanie naszego dorobku uzmysławia mi, jak bardzo się przez te wszystkie lata życia leniłem i obijałem.

Mój uczony przyjaciel – dr Michał Friedrich – napisał dziś w smsie, że śmierć Stanisława Barańczaka to coś na kształt końca świata.

Tak.


Dodaj komentarz:

Copyright © 2010-2014 Muzeum Literatury