Blogi Muzeum Literatury
Media
Miłosza wiersze ostatnie – gdzie autor, jakie dzieło?
Data dodania: 19 września 2011

W tej przemiłej i jakże jednocześnie merytorycznej rozmowie blogowej z Łukaszem Garbalem mam taką oto kwestię: ostatnie wiersze autora „Trzech zim”, wydane pośmiertnie.

Dość powszechnie wiadomo, że wiele z tych wierszy nie wyszło spoza fazy, tak ją tu sobie nazwę, „szczątkowej”. Często były to zapisane fragmenty ewidentnej większej całości, która już nie powstała, czasami było to coś niecoś tylko więcej poza lirycznymi konceptami, czasami znów szkice zmetaforyzowanej architektury.

I wiadomo, że po śmierci Noblisty nad tym wszystkim pochyliło się bardzo zacne i nadzwyczaj fachowe „konsylium”, złożone z najprzedniejszych badaczy i znawców twórczości Miłosza + oczywiście Agnieszka Kosińska, sekretarz Mistrza w ostatnich latach.

Ostateczny kształt utworów, które ujrzały edytorskie światło dzienno jako właśnie „wiersze ostatnie” był efektem prac rekonstrukcyjnych (a może twórczych?) tegoż zacnego gremium.

Bardzom ciekaw, co na taki przykład powie (jak skomentuje?) rasowy edytor.


Komentarze
  • Łukasz Garbal 19 września 2011

    Witam serdecznie po konferencji o Lipskim 🙂

    Nie jestem znawca Milosza – ale odpowiedz wydaje sie oczywista: nie sa to teksty Milosza. Teksty Milosza bylyby wowczas, gdyby wydano je w formie zostawionej przez autora… nie mozna redagowac autora po jego smierci.

    Podobna sytuacja byla z jednym z opowiadan Herlinga-Grudzinskiego, wydanym przez Zdzislawa Kudelskiego.

    Oczywiscie wydawnictwa nie beda pisac „Milosz uzupelniony przez…” – choc to dopiero oddawaloby prawde.

    Dziekuje za przyklad 🙂

  • gg 4 października 2011

    Panie Łukaszu, oczywiście można redagować autora po jego śmierci! Nawet łatwiej niż przed jego zgonem, kiedy tylko on mógłby autoryzować tekst. Po pierwsze, możemy w redakcji zachować tekst oryginalny z zaznaczeniem ingerencji redaktora, po drugie – kontaktujemy się ze spadkobiercami twórcy. Problem mamy tylko wtedy, gdyby on (autor) lub jego spadkobiercy wyrazili zastrzeżenie co do takich poczynań. Proszę sobie wyobrazić nagłe odkrycie nieznanego tekstu poety X. Nie podaje Pan do druku, wyrzuca do kosza? Nawet, gdyby to był Norwid albo Herbert?
    Żarty! Swoją drogą – czy Pan, jako ekspert od redakcji, może tak łatwo rezygnować z polskich czcionek w komentarzu? Mnie jakoś gładko wchodzą, nawet w nazwisku Herlinga-Grudzińskiego.

  • Łukasz Garbal 5 października 2011

    Ma Pani rację w pierwszym przypadku – „możemy w redakcji zachować tekst oryginalny z zaznaczeniem ingerencji redaktora”.

    I według mnie można uczynić tylko tak. (Podobnie powinniśmy na ogół postępować zaznaczając ingerencje cenzury).

    Spadkobiercy nie przejmują praw osobistych autora; tylko majątkowe. Oczywiście mogą zabronić publikacji, ale nie powinni redagować autora po śmierci; podobnie, jak redaktor.

    Mowa tu o sytuacji skrajnej – tekstach niedokończonych. Czy to jest jeszcze redakcja, czy już współautorstwo? W każdym razie, to na pewno nie Miłosz.

    Przepraszam za czcionkę w poprzednim komentarzu, przyzwyczajenie.

    Pozdrawiam serdecznie!

  • gg 7 października 2011

    Nie jestem pewna, czy spadkobiercy nie przejmują praw osobistych autora, skoro mogą dochodzić sądownie ochrony tychże w jego imieniu. I chyba mają prawo decydować, kto i w jaki sposób zredaguje/poda do druku tekst. Ale zgadzam się, że tekst niedokończony takowym winien pozostać. Przepraszam, jeśli źle Pana zrozumiałam.
    Złośliwie skomentuję Pańskie przyzwyczajenie do braku polskich czcionek: wzięło się z redagowania literatury czy SMS-ów? Przyznaję, że pracowicie szukam ogonków i kresek w telefonie, bo jakoś nie potrafię napisać komuś np. bede o szostej – taki głupi nawyk starej redaktorki i korektorki.
    Pozdrawiam równie serdecznie i liczę na pomoc w interpretowaniu prawa autorskiego, które jest tak nieprecyzyjne, że nawet prawnicy potrafią je rozumieć skrajnie odmiennie.

  • Łukasz Garbal 2 listopada 2011

    Witam, prawo autorskie nie podlega tu interpretacjom, jest wyjątkowo precyzyjne. Spadkobiercy, owszem, mogą procesować się, bo prawa majątkowe można przekazać – ale prawa osobiste (tj. do twórczości) są niezbywalne. Ktoś coś napisał, spadkobierca może tym handlować, ale nie może zmieniać (chyba, że są to zmiany konieczne).
    Poświęciłem temu w swojej książce cały rozdział, ponieważ niestety na edytorstwie rzadko pojawiają się kwestie prawne. Wkrótce napiszę o tym więcej na blogu („zmiany konieczne” nie są zmianami stylistycznymi, itp.), zapraszam!

  • Dodaj komentarz:

    Copyright © 2010-2011 Muzeum Literatury