Blogi Muzeum Literatury
Media
Archiwum Listopad 2013
Data dodania: 12 listopada 2013

Jak wiadomo, istnieje tak zwana próba pierwszego zdania w powieści, ale istnieje też, jak sądzę – próba tytułu.

Poświęcono temu zagadnieniu sporo rozpraw, mnie idzie w tym miejscu akurat o dwie możliwe sytuacje: pierwszą – gdy tytuł może zdezorientować czytelnika (widza) lub/oraz być powodem nieporozumienia i drugą: gdy tytuł „zniechęca” do książki (czasami skutecznie, ale – na szczęście – nie zawsze bezwarunkowo).

Co do wariantu pierwszego, to na zawsze zapamiętałem scenę z pewnej polskiej komedii kryminalnej, w której dwóch gangsterów wypożycza film video „Śmierć w Wenecji” i – oczywiście – srodze się na tym obrazie zawodzi.

Drugi przypadek – z najświeższych doświadczeń lekturowych, to wspomnienia (autobiografia?) Karola Modzelewskiego – „Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca”. Ja oczywiście rozumiem, że tytuł ten wynika z miłości autora do poezji Majakowskiego oraz – jak sam pisze – dobrze oddaje bolszewicki stosunek do dziejów, no ale doprawdy…

Lata temu narzekał Jerzy Pilch – chyba w jednym z felietonów – że Olga Tokarczuk pisze bardzo dobre książki, nadając im jednak najgorsze z możliwych tytuły. Osobliwie torturował tytuł „E. E.”, czyniąc aluzję skojarzeniową do odgłosów wydawanych przez niemowlaki…

Na szczęście Modzelewski nie zniechęcił mnie do lektury takim swym tytułu własnej książki wyborem (że pozwolę sobie na igraszkę inwersyjną wzorem barokowych poetów). Książka bowiem wartka i z gatunku „dobrze się czytających”, choć…

No właśnie, jest pewne istotne „choć”. Jest ona bowiem nieskonkretyzowana gatunkowo. Nie jest ani tzw. biografią polityczną czy ideową; nie jest wspomnieniem ważnej postaci polskiej nauki; nie jest klasyczną autobiografią (bo w sumie nie tak wiele osobistego tam życia autorskiego narratora – zwłaszcza z czasów dorosłości); nie jest kroniką polityczno – historyczną zdarzeń, których autor był świadkiem, uczestnikiem, a czasem wręcz kreatorem. Jest natomiast tym wszystkim po trochu. I jak zwykle w takich przypadkach, najlepiej prezentuje się w niej tzw. warstwa anegdotyczna. Polecam zwłaszcza epizody więzienne (Modzelewski w PRL-u siedział w sumie ładnych parę lad w rozmaitych zakładach odosobnienia). Autoironia i dystans autora do siebie to w końcu ważne bezpieczniki literatury konfesyjnej, a Modzelewski ma ich (bezpieczników) w sam raz.

O autorze
dr Jarosław Klejnocki - dyrektor Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza, pisarz, poeta, eseista i krytyk literacki. Adiunkt w Instytucie Polonistyki Stosowanej UW. Jego wiersze, eseje i artykuły tłumaczono na angielski, niemiecki, szwedzki, słoweński, bułgarski, węgierski, rosyjski. Ostatnia książka to kryminał "Człowiek ostatniej szansy" (WL, 2010). Współpracuje z prasą polską (m.in. "Tygodnik Powszechny", "Polityka", "Rzeczpospolita", "Kresy", "Miesięcznik Literacki", "Odra") i zagraniczną ("Chicago Review", "Die Horen").
Muzeum Literatury
Ostatnie wpisy
Archiwa
Blogi Muzeum Literatury
Copyright © 2010-2014 Muzeum Literatury