Blogi Muzeum Literatury
Media
Archiwum Czerwiec 2013
Data dodania: 23 czerwca 2013

Pisze obok Łukasz Garbal o czynniku ludzkim w katastrofach lotniczych, pytając jednocześnie o czynnik ludzki w katastrofach tekstologicznych (jeśli dobrze rozumiem myśl). Stoję na stanowisku, że redaktor, a także edytor są po stronie autora. Powtarzam ten frazes nieustannie gdzie tylko mogę. Stwierdziłem na sobie samym, że piszący „nie widzi” obiektywnie swego tekstu: byków rozmaitych, stylistycznych zapętleń, ponosi autora czasem, jat go nazywał Tadeusz Boy – Żeleński, „geniusz poezji” (ironia! Ironia!) i pisarz sadzi wtedy jakieś dyrdymały, które – gdyby nie wychwycone na etapie prac redakcyjnych – stanowiłyby potem już tylko przyczynek do wiecznego wstydu…

Oczywiście – z takiego sobie tekstu żaden najlepszy nawet redaktor nie uczyni arcydzieła. Ale redaktor taki sobie, niepilnowany przez autora, może tekst rzecz jasna nieco, pardon, spieprzyć. I tu właśnie ujawnia się ów czynnik ludzki będący zaczynem katastrofy.

Nie mogę się zatem powstrzymać od przytoczenia pewnej anegdoty z początku lat 90. ubiegłego stulecia. Rzecz dotyczy co prawda gazety codziennej nie książek, ale zawsze… Otóż mam znajomego, który przez kilka lat pracował w pewnym opiniotwórczym piśmie codziennym –  w dziale zagranicznym.

Były to czasy przedinternetowe, wiadomości ze świata spływały do redakcji poprzez informacje przekazywane teleksami. Ten mój znajomy miał raz nocny dyżur przy teleksach, kwalifikując różne notki do umieszczenia na łamach. Jedna właśnie taka notka informowała, że według Światowej Organizacji Zdrowia zużyto na świecie w poprzednim roku tyle to a tyle (tu liczba) prezerwatyw. Mój znajomy uznał, że to ciekawa wiadomość, zredagował ją odpowiednio i zakwalifikował do druku. Wszelako dopisując w nawiasie: „…w tym trzy moje, bo miałem kiepski rok.” Ten drobny psikus miał oczywiście spełnić funkcje rozśmieszające tych wszystkich, którzy w redakcji tekst dalej kontrolowali.

I proszę sobie wyobrazić, że nikt – żaden z kolejnych redaktorów czy korektorów – psikusa owego nie wychwycił, a co gorsza – nie zlikwidował!  Dopiero pracownik drukarni, który nadzorował proces produkcyjny i – zapewne z nudów – przeglądał pierwsze gotowe już egzemplarze gazety zauważył ten mały skandalik. Trzeba było zatrzymać całą taśmę produkcyjną, wycofać część nakładu – czyli afera na cztery fajery.

Rzecz zapewne nie do pomyślenia w przyszłości, gdy pisaniem i redagowaniem tekstów będą się zajmować już tylko inteligentne maszyny…

O autorze
dr Jarosław Klejnocki - dyrektor Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza, pisarz, poeta, eseista i krytyk literacki. Adiunkt w Instytucie Polonistyki Stosowanej UW. Jego wiersze, eseje i artykuły tłumaczono na angielski, niemiecki, szwedzki, słoweński, bułgarski, węgierski, rosyjski. Ostatnia książka to kryminał "Człowiek ostatniej szansy" (WL, 2010). Współpracuje z prasą polską (m.in. "Tygodnik Powszechny", "Polityka", "Rzeczpospolita", "Kresy", "Miesięcznik Literacki", "Odra") i zagraniczną ("Chicago Review", "Die Horen").
Muzeum Literatury
Ostatnie wpisy
Archiwa
Blogi Muzeum Literatury
Copyright © 2010-2014 Muzeum Literatury