Blogi Muzeum Literatury
Media
Archiwum Październik 2011
Data dodania: 17 października 2011

Od ponad roku mam zaszczyt uczestniczyć w obradach Kapituły przyznającej comiesięczną nagrodę Warszawskiej Premiery Literackiej (fundowanej przez władze miasta stołecznego). Spotykamy się regularnie, w nader wybitnym gronie tłumaczy, badaczy, krytyków i znawców literatury. Czytamy sporo książek i to bardzo rozmaitych.
Z tej mojej działalności kilka refleksji, co pewnie nie nowe.

Po pierwsze – wydawcy wcale nie tak chętnie podsyłają nam swą produkcję. Ba! Bywają i takie wydawnictwa, które wręcz sami prosimy – domyślając się, że ta czy inna książka wydaje się wartościowa – o egzemplarze. A jednak spotykamy się – nie tak znów rzadko – z nieufną czy nawet lekceważącą postawą edytorów.

Po drugie – obserwując listy bestsellerów, publikowane w rozmaitych gazetach papierowych, dostrzegamy, że grono faworytów czytelniczych dramatycznie nie pokrywa się z – i to już od pewnego czasu – z naszymi faworytami do nagród. Jakby istniały dwie literatury: ta, która jest kupowana i ta, która, poddawana recenzji jakościowej, broni się jakoś, oferując czytelnikowi przeżycia, tak to nazwijmy, „wyższego rzędu” (filozoficzne, epickie, językowe, intelektualne, egzystencjalne itd.).

Druga obserwacja jakoś uzasadnia tę pierwszą. Żeby dostać nagrodę – nawet tak skromną jak Warszawskiej Premiery Literackiej – książka musi jednak, mówiąc staroświecko i nieco kolokwialnie, reprezentować jakiś poziom. Żeby się dobrze sprzedać – jak ilustrują kształty bestsellerowych notowań – najwyraźniej nie musi, a może nawet – tak to ujmę – nie powinna.

Bo, powiedzmy to wyraźnie, na tych książkowogiełdowych notowaniach, z całym szacunkiem, ale zwykł dominować ostatnio wulgarny chłam. I tyle. Książki śmiecie oraz książki rozrywkowe – i to z dolnych rejonów zabawy.

Nagrody literackie najwyraźniej przestały spełniać funkcje maszyn promocyjnych (bronią się jeszcze twierdze Grenady, np. Nike czy Nagroda Gdyni). Jakieś tam historie o młodocianych wampirach czy kresowych bimbrownikach – egzorcystach mają swoją publiczność, której obojętna jest fachowa czy instytucjonalna recenzja. Ten fenomen nie pojawił się ostatnio – ta sytuacja narastała i krystalizowała się przez lata – ale teraz najwidoczniej nastąpił przełom i wreszcie widać to wszystko wyraźnie.

Ma to też przełożenie na rynek. Nagroda dla wybitnej, niszowej jednak książki to raptem kilka, góra kilkadziesiąt tysięcy złotych (w przypadkach ekskluzywnych – jak Nike, Angelus czy Gdynia – 100, 150 tysięcy). A to przecież równowartość honorarium za jedną, dobrze sprzedającą się pozycję z gatunku śmieciowych.

Oczywiście – pozostaje jeszcze kwestia prestiżu, dumy i ewentualnego medialnego rozgłosu. Twórcy śmieciowi zdają się jednak absolutnie lekceważyć ten aspekt. Ktoś tam zgarnia jednorazową śmietankę gotówkową i medialną, a oni tymczasem liczą realną kasę, która wpływa regularnie na ich konta.

[Tekst ukazał się pierwotnie na blogu „Raptularz końca czasów” – Administrator]

O autorze
dr Jarosław Klejnocki - dyrektor Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza, pisarz, poeta, eseista i krytyk literacki. Adiunkt w Instytucie Polonistyki Stosowanej UW. Jego wiersze, eseje i artykuły tłumaczono na angielski, niemiecki, szwedzki, słoweński, bułgarski, węgierski, rosyjski. Ostatnia książka to kryminał "Człowiek ostatniej szansy" (WL, 2010). Współpracuje z prasą polską (m.in. "Tygodnik Powszechny", "Polityka", "Rzeczpospolita", "Kresy", "Miesięcznik Literacki", "Odra") i zagraniczną ("Chicago Review", "Die Horen").
Muzeum Literatury
Ostatnie wpisy
Archiwa
Blogi Muzeum Literatury
Copyright © 2010-2014 Muzeum Literatury