Blogi Muzeum Literatury
Media
Archiwum Czerwiec 2011
Data dodania: 30 czerwca 2011

Andrzej Stasiuk w rozmowie („GW” 13.06.11) o roli i sile literatury:

„Literatura to podnieta dla umysłu, coś w rodzaju wódy, narkotyków, erotyzmu. Ożywia umysł i świat, który czasami jest nieco niezadawalający. Nigdy nie chciałem być pisarzem, ale tak bardzo lgnąłem do Literatury, tak bardzo chciałem być blisko niej, że nim zostałem. Ale najpierw to chciałem być postacią literacką. Martinem Edenem Londona.(…)

Taki jest sens literatury, żeby cię wykoleiła z normalnej codzienności, żeby cie wystrzeliła w kosmos z tego zwykłego życia, żebyś się nie dał udupić. Żebyś nie słuchał rodziców, tylko żebyś słuchał Martina Edena, bo jednak, z całym szacunkiem dla rodziców, oferta, jaką on składa, jest ciekawsza.(…)

Istnieje szkoła interpretacji, która odseparowuje dzieło od autora, ale ja uważam, że kiedy literatura wiąże się nierozerwalnie z życiem pisarza, to jest głębsza i bardziej wstrząsająca.(…)

Zrozumiałem, że literatura jest siłą, potęgą w samej swojej materii. Że język potrafi zabijać, zniewalać, wywracać światy.”

Pomieszałem trochę kolejność cytatów dla efektu dramatycznego. Głos autora „Przez rzekę” to świadectwo mieszkańca Galaktyki Gutenberga, głos romantyczny (w potocznym rozumieniu tego słowa).

Mnie osobiście bliski, tak, Stasiuk mówi też w moim imieniu. Ale przecież nie mogę nie zauważyć, że obaj jesteśmy reliktami. Że bardzo łatwo dostrzec w naszych postawach zwykły sentymentalizm (czytaj: naiwność).

Stasiuk ma to wszakże w nosie – i bardzo dobrze. Wypowiada swoją prawdę na przekór. Na przekór modom interpretacyjnym i na przekór modom recepcyjnym.

No to jest nas dwóch.

[Tekst ukazał się pierwotnie na blogu „Raptularz końca czasów” – Administrator]

Data dodania: 15 czerwca 2011

Na początek dwie dobre wiadomości. Po pierwsze – prawie tysiącstronicowa biografia Czesława Miłosza pióra Andrzeja Franaszka liczy sobie zwartego tekstu „jedynie” nieco ponad siedemset stron (reszta to przypisy i bibliografia – i tak przekraczające objętością niejedną pracę magisterską o twórczości Noblisty!). Da się więc książkę przeczytać krócej niż w miesiąc, a ci wszyscy, którzy – słysząc jak obszerne jest to opracowanie – już ze strachem rezygnowali z wyzwania lektury, powinni zweryfikować własne decyzje. Bo – co trzeba przyznać na wstępie – czyta się pracę Franaszka znakomicie. Autor odnalazł właściwy ton i styl – umiarkowanie zdystansowany a jednocześnie swoiście empatyczny – który czyni lekturę naprawdę prawdziwą przyjemnością.

Po drugie – i w nawiązaniu do powyższej diagnozy – na szczęście nie jest to „biografia śledcza” (jak chociażby słynna rzecz Artura Domosławskiego o Ryszardzie Kapuścińskim), tylko „biografia rozumiejąca”. Nie ma tu niezdrowej pogoni za skandalem, za ujawnieniem, za demaskacją czy demistyfikacją. Z drugiej strony Franaszek, mimo że zdradza pod koniec swej opowieści, iż jest entuzjastą pisarstwa autora „Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada” nie tworzy też hagiografii – wszelkie zabiegi idealizacyjne są mu obce. W istocie udaje mu się znaleźć ów złoty środek pomiędzy skrajnościami, by transparentnie snuć opowieść o twórczości i życiu Noblisty. Biograf pozostaje przy tym rzetelny: nie ukrywa i nie zakrywa kwestii niejednoznacznych (dotyczących zarówno życia jak i pisarstwa swego bohatera), jednak pisze o nich z pozycji obserwatora – starając się raczej interpretować niż oceniać. To wielki walor tej książki.

Niektórzy akademicy (nie wszyscy oczywiście!) będą nieco kręcić nosem. Bo Franaszek łączy (inni powiedzą: miesza) porządki dyskursu. Przywołuje listy, a także teksty niepublikowane (mając dostęp do archiwum poety ) oraz utwory literackie (osobliwie, i głównie, wiersze), które interpretuje „dośrodkowo”, to znaczy odnosząc je właśnie do biografii. W polskiej tradycji badawczej twórczość interpretuje się raczej „odśrodkowo” – odnosząc utwory do rzeczywistości pozabiograficznej (czyli do rozmaitych: filozoficznych, historycznych, estetycznych kontekstów). Koncept, by w utworach literackich dostrzegać wytłumaczenie (ilustrację? prezentację?) postaw życiowych pisarza można z jednej strony tłumaczyć psychoanalitycznymi skłonnościami komentatora, ale z drugiej – inspiracją anglosaską (na przykład) szkołą biografistyki.

W istocie książka Franaszka to połączenie biografii i monografii poetyckiej. Sam autor wskazał na tę cechę (inni powiedzą: skazę) – która da się odczytać również jako niepowtarzalny rys kompozycyjny – deklarując własny, ostateczny zamiar: „Wiesz dobrze, że na temat tak zwanego dzieła napisano już Himalaje tekstów, nie dodasz tu wiele, to jego Zycie, bez porównania mniej znane, frapujące, niezwykłe, jest Twoją opowieścią – musiałem sobie w końcu powiedzieć.” Co z tej metody wynika? Zapewne jakaś konfuzja dla fachowców (badaczy literatury) ale też frajda czytelnicza. Bo nie ma co kryć: książka Franaszka to „jazda obowiązkowa” dla wszystkich tych, którzy zainteresowani są życiem i dziełem Miłosza. Zarówno miłośników jego pisarstwa, jak i tych, którzy zamierzają pogłębić własne studia nad twórczością pisarza. Śmiem twierdzić, że to już pozycja, dla jednych i drugich, kanoniczna.

Jest wszakże jedno „ale”. Wyraźnie widać pewną dysproporcję w kształcie książki. Opracowanie Franaszka jest nadzwyczaj wnikliwe, drobiazgowe – można by rzec – i uważne, jeśli idzie o czasy „przed Noblem”. Lata ostatnie życia i pisarstwa autora „Zniewolonego umysłu” to raczej skrót i zarys. Rozumiem, że to efekt presji, by biografia Czesława Miłosza pojawiła się w roku jubileuszowym, w momencie celebracji. Oznacza to jednak, że dzieło wymaga rozwinięcia, choćby w kolejnej rozszerzonej edycji. Bo weźmy chociażby takie zdanie Franaszka traktujące o aktywnościach Czesława Miłosza w latach 90. XX wieku: „…udzielał wywiadów, brał udział w audycjach radiowych i programach telewizyjnych, wypowiadał się w filmach dokumentalnych, uczestniczył w promocjach, publicznych dyskusjach, przygotowywał dziesiątki wykładów, fundował i przyznawał własną nagrodę literacką, współorganizował kolejne amerykańsko – polskie seminaria poetyckie, patronował, upominał się o pamięć o zmarłych poetach, wynajdował i nagłaśniał książki młodych pisarzy.” Ileż tu wątków, problemów, zjawisk! Żeby tylko przybliżyć kilka: autor „Trzech zim” brał bardzo aktywny udział w tamtych czasach w gorącej dyskusji nad (domniemanym?) odradzaniem się idei endeckich, stając, na łamach, choćby „Gazety Wyborczej” w gronie tych, którzy przed owym (domniemanym?) renesansem myśli narodowo – demokratycznej przestrzegali. A działalność promocyjna? Przecież gdyby nie artykuł Miłosza o powieści Tomka Tryzny pod tytułem „Panna Nikt” (jako o pierwszej polskiej książce postmodernistycznej – skądinąd to mocno kontrowersyjna teza), nikt by o tej powieści tak naprawdę nie usłyszał, a Andrzej Wajda nie nakręciłby (nieudanego, niestety) filmu opartego na kanwie jej fabuły. O tym wszystkim chciałoby się przeczytać więcej, tak samo jak chciałoby się dowiedzieć o życiu osobistym Noblisty, o jego małżeństwie z Carol – przynajmniej w stopniu tak szczegółowym (i jednocześnie – tak wyważonym), jak opisane zostało pierwsze małżeństwo Miłosza i jego artystyczno – publicystyczna działalność „przed Noblem”.

Nadmierne narzekania byłyby wszakże grzechem. Andrzej Franaszek podjął się doprawdy wielkiego wyzwania i – trzeba przyznać – podołał mu. Biografia ma imponujący wymiar i trzeba pochylić się w podziwie dla pracowitości i warsztatu autora.

No dobrze, ale jaki Miłosz wyłania się z kart tej jakże obszernej książki? Przede wszystkim biografia Franaszka obala społecznie potoczny mit o autorze „Traktatu poetyckiego” jako o dziecku szczęścia i człowieku nieustannego sukcesu. Passusy o okresach biedy czy też prawdziwej nędzy (przedwojennej czy emigracyjnej – we Francji); fragmenty o rozmaitych dramatach osobistych i rodzinnych (choroba i śmierć pierwszej żony, śmierć drugiej, choroba psychiczna młodszego syna Piotra) wywierają na czytelniku wielkie wrażenie. Zwłaszcza, że – jak się rzekło – Franaszek niczego nie zdaje się ukrywać, jednocześnie pisząc o sprawach drażliwych w sposób tyleż taktowny, co obiektywny. Podobnie rzeczy się mają, gdy podejmuje kwestie w biografii Miłosza zagmatwane, niejasne i nie do końca jeszcze wyjaśnione, jak choćby sprawa litewskiego paszportu okupacyjnego, okoliczności wyboru emigracyjnej drogi na początku lat pięćdziesiątych czy też relacji – co tu kryć – romansowych poety z rozmaitymi, często publicznie znanymi, kobietami.

Czesław Miłosz jawi się zatem w tej biografii jako pełnokrwisty człowiek i subtelny, intelektualny pisarz. Zmagający się z licznymi, na ogół dość wysublimowanymi (filozoficznie, egzystencjalnie, religijnie) dylematami w swej twórczości, ale także jako ktoś, kto stawał w realnym życiu wobec naprawdę poważnych konkretnych problemów. Książka Franaszka to rzecz o człowieku niebagatelnym, którego życie może być – dla nas czytających – nauką. Jeśli tylko dobrze, uważnie i rozumiejąco ją przeczytamy.

Tekst – pierwotnie opublikowany na macierzystym blogu Jarosława Klejnockiego „Raptularz końca czasów” – w nieco zmienionej formie ukazał się w czerwcowym wydaniu magazynu „Nowe książki” [Administrator]

Data dodania: 1 czerwca 2011

Ta impreza dla dzieci miała w Muzeum Literatury swój debiut w zeszłym roku. 29.05.2011 odbyła się jej druga edycja. I znowu sukces: tabuny dzieci z rodzicami, atrakcyjny program, padający na nos – ale usatysfakcjonowani mam nadzieję – pracownicy naszej instytucji. Tym razem zabawy, gry, tańce, warsztaty itp. odbywały się pod hasłem hiszpańskiej fiesty (współorganizatorem był Instytut Cervantesa).

Muzeum Literatury po raz kolejny pokazało się jako miejsce przyjazne dzieciom i ich rodzicom. Patrzyłem na twarze dzieciaków wychodzących – zadowolone (by nie rzec: uszczęśliwione). A jak wiadomo – radość dziecka: bezcenna rzecz.

Wszystko to nie byłoby możliwe bez dotacji z miejskiego Ratusza (którą otrzymało Stowarzyszenie Przyjaciół Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza), za co niniejszym dziękuję serdecznie.

Ale żadna impreza nie mogłaby się przecież odbyć bez pracy konkretnych osób, bez ich zaangażowania.

Nie wyobrażam sobie zatem Pikniku Literackiego bez wkładu pracy kustosz Marii Śledzianowskiej i kustosz Elżbiety Szymańskiej, kustosz Ewy Wygnańskiej bez poświęcenia kustosz Grażyny Ryfki a także innych, licznych, pracowników Muzeum.

Ale specjalne podziękowania należą się Małgorzacie Kacprzak–Kicior z internetowego sklepu maciejkowo.pl. To jej inwencja, upór, zaangażowanie, pomysłowość doprowadziły do naszego wspólnego sukcesu. Maciejkowo.pl jest, obok Muzeum, głównym współorganizatorem imprezy, a także dostarczycielem licznych edukacyjnych zabawek i gier, z których korzystały przejęte dzieci podczas, drugiego już, pikniku.

W przyszłości planujemy dalsze edycje Pikniku Literackiego, zamierzamy nawiązać współpracę z innymi Instytutami Kultury: włoskim, francuskim, niemieckim. Z maciejkowo.pl na pewno uda nam się zorganizować kolejne wspaniałe przedsięwzięcia.

O autorze
dr Jarosław Klejnocki - dyrektor Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza, pisarz, poeta, eseista i krytyk literacki. Adiunkt w Instytucie Polonistyki Stosowanej UW. Jego wiersze, eseje i artykuły tłumaczono na angielski, niemiecki, szwedzki, słoweński, bułgarski, węgierski, rosyjski. Ostatnia książka to kryminał "Człowiek ostatniej szansy" (WL, 2010). Współpracuje z prasą polską (m.in. "Tygodnik Powszechny", "Polityka", "Rzeczpospolita", "Kresy", "Miesięcznik Literacki", "Odra") i zagraniczną ("Chicago Review", "Die Horen").
Muzeum Literatury
Ostatnie wpisy
Archiwa
Blogi Muzeum Literatury
Copyright © 2010-2014 Muzeum Literatury